Uff! Duch wycieczkowy wpisany jest w człowieka. Całe szczęście! Po blisko dwóch latach siedzenia w Wysokiem można było rozwinąć skrzydła i wyruszyć… na razie na podbój Polski, a ściślej Zakopanego, Krakowa i Energylandii.

Zrobili to uczniowie klas szóstych i siódmych pod opieką nauczycieli p. Katarzyny Bartłomiejczuk, Anny Jamiołkowskiej, Joanny Ścisłowicz i Luizy Borawskiej. Wycieczka odbyła się 21- 23 czerwca 2021 r.

Pilotował przedsięwzięciu ksiądz Mariusz i to za jego sprawą porządek wyjazdu został zmodyfikowany tak, by wygrać z nawałnicami mającymi nawiedzić południowe obszary naszego kraju. Zaczęliśmy… od końca, czyli od akrobacji w Energylandii. „Hyperion”, „Majson”, „Zadra”, „Dragon”, „Bumerang”- te słowa i wiele innych od teraz wiązać się będą z ogromnymi emocjami. Rollercostery! Wsiądziesz i… nie ma odwrotu. Wisisz do góry głową, z prędkością światła pokonujesz zakręty, przeżywasz przeciążenia góra- dół aż serce podchodzi do gardła i wysiadasz …zrelaksowany i szczęśliwy, że pokonałeś strach. Możesz także zostać ochlapany wodą do suchej nitki, kiedy zagapisz się, z rozdziawioną buzią obserwując akrobacje wodne znajomych .W Energylandii nie nudzisz się ani minuty. Pływasz pontonami, przenosisz się w prehistoryczne krainy w kinach 7D, oglądasz pokazy kaskaderskie, przeżywasz spotkanie z upiorami w Monster Haus albo chilujesz w strefie bajkowej w otoczeniu znanych ci z dzieciństwa przyjaznych postaci. Możesz się zrelaksować na leżaku w strefie wodnej, ale nie wszystkim starcza na to czasu. W przerwie między kolejnymi atrakcjami można zjeść coś , korzystając z bonu w pakiecie z biletem, pochodzić po sklepach z pamiątkami, które tematycznie ściśle nawiązują do obiektów w tym trzydziestopieciohektarowym parku rozrywki.

Zmęczeni i szczęśliwi dotarliśmy do Zakopanego. Rezydowaliśmy w starej dzielnicy miasta Olcza w pensjonacie „ Pod modrzewiami”. Domowy klimat, jedzenie ( ach te naleśniki z bitą śmietaną!!!), przyjaźnie nastawione córki właścicielki ( można z nimi konie kraść!) i wygodne łóżka z puchatymi poduchami z pierzem, na których z ulgą odpoczywaliśmy, grając na ukochanych komórkach. W pensjonacie roznosił się cudowny zapach smażonych powideł truskawkowych, bo właściciele zapewniają swoim gościom swojskie smakołyki na cały rok.

Zaplanowane było zwiedzanie nasłonecznionej Doliny Kościeliskiej, ale chroniąc się przed porażeniem słonecznym, wybraliśmy Dolinę Białej i Dolinę Strążyską. Przewodnik górski p. Wacław opowiadał nam o kulturze górali. Wiecie, że praktycznie owce w górach to statyści dla turystów? A jaka jest etymologia słowa „ oscypek”? To serek , który się „oscypio”, czyli ściska w foremce w charakterystyczny wzorek. Dziarsko się szło w cieniu wzdłuż rwącego strumienia podążającego do źródła. „ Gdzie jesteś, źródło? Strumieniu, leśny strumieniu, odsłoń mi tajemnicę swego początku?”- przypominały się słowa papieża JP II. Trąceni upałem i kilkugodzinnym marszem dotarliśmy do schroniska. Miło posiedzieć w gronie przyjaciół, pić wodę, zajadać smakołyki i patrzeć na „ wysokie góry i odziane lasy”, jak mawiał Kochanowski w jednej z najpopularniejszych fraszek. Uczyliśmy się kontemplowania życia- bez pośpiechu, z zachwytem oglądając świat. Pod górę podążali rodzice z malutkimi dziećmi, staruszkowie trzymający się za ręce… Góry ciągną, czarują, urzekają… Może na zawsze? Śpiący rycerze zaklęci w Giewoncie czekają.

Kolejny punkt to przejażdżka wyciągiem krzesełkowym na Butorowy Wierch. Kto odczuwał strach, pokonywał trasę z opiekunami i okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Z drżeniem serca odwracali się do tyłu, a widok Tatr w drżącym od upału przejrzystym powietrzu rekompensował wszystko. To chyba się nazywa szczęście?

Drogą papieską dotarliśmy na Gubałówkę. Człowiek to jednak może dokonać spustoszenia. Kramiki, pokraczne budowle, tony tandetnych pamiątek zakrywają krajobraz. Z drugiej strony jednak ludzie muszą z czegoś żyć, utrzymać rodziny… Już spokojniejsi zjechaliśmy kolejką szynową i udaliśmy się na Krupówki. Kto chciał, porobił zakupy dla najbliższych, kto nie- odpoczywał w pustych kawiarenkach. Ogólnie trzeba powiedzieć, że w górach i w Zakopanem nie było tłoku. Pan Witek- nasz wspaniały kierowca- nie pamięta, by z taką łatwością można było znaleźć parking w sezonie.

Zwiedziliśmy także sanktuarium na Krzeptówkach postawione jako wotum wdzięczności za ocalone życie JP II podczas zamachu dokonanego przez Alego Agcę. Stamtąd znowu podziwialiśmy Giewont z charakterystycznym krzyżem i jego wierną replikę tuż obok kościoła.

2 godziny po kolacji- ognisko i zaplanowane występy solowe. Kiełbasa, bigos i ciepła herbata wybornie smakowały na łonie przyrody. Chłopaki grali w piłkę, dziewczyny szalały na placu zabaw. Sielankę przerwał ulewny deszcz- sikawica- i wszyscy rozeszli się po pokojach. Nie żeby spać…

Energia młodych to perpetuum mobile- nigdy nie wygasa!

Po śniadaniu krótki wypad na zabytkowy cmentarz na Pęksowym Brzysku. Odwiedziliśmy grób znanego nam pisarza Kornela Makuszyńskiego. Nie byliśmy przygotowani i nie zarzuciliśmy jego mogiły maskotkami, co podobno jest w zwyczaju dla tego miejsca. Ksiądz- pilot pokazał nam nagrobki zasłużonych osób, których nazwiska przypomnimy sobie kiedyś w szkole średniej ( Władysław Orkan, Kazimierz Przerwa – Tetmajer, Sabała, Marusarzowe, Jan Długosz…).

Spaliśmy po pół godziny w nocy, więc z ulgą złapaliśmy drzemkę w autokarze w drodze Zakopianką do Krakowa. Tam nawet na Brackiej nie padał deszcz...( xd). Miasto było wypłukane, świeże, lekko zachmurzone, idealne do zwiedzania ( w Energylandii w tym czasie lało!).

Jak gród Kraka, to i związana z nim legenda o smoku wawelskim i odwiedziny u leniucha, który po deszczu nie chciał zionąć ogniem( xd). Sympatyczna p. Małgosia- przewodniczka dwoiła się i troiła, by rozkochać nas w Krakowie. Mówiła ciekawie o zabytkach miasta, historiach z nimi związanych, osobliwościach . Wiecie, czym są płacidła? To żelazne grzywny wczesnośredniowieczne: pieniądze? Odkryto je właśnie w budynku na przemierzanej przez nas ulicy Kanonicznej. To bardzo ciekawy i cenny zabytek.

Aha! Kto do jesieni wybiera się do Krakowa, może mieć niepowtarzalną okazję obejrzenia wszystkich ocalałych 170 arrasów królewskich. To gratka dla miłośników sztuki, bo pierwszy raz od wojny są eksponowane.

Przemierzyliśmy dziedziniec zamku na Wawelu, potem odwiedziliśmy bliski papieżowi kościół franciszkanów ze słynnym witrażem Wyspiańskiego „Bóg Ojciec” (podobno jedna ręka ukazanej postaci to wyraz fascynacji artysty pierwszymi w owym czasie zdjęciami rentgenowskimi) i spacerem doszliśmy na Starówkę. Ratusz, Kościół Mariacki, Sukiennice to żelazne punkty zwiedzania. Co nie co słyszeliśmy, ale przyswajanie wiadomości w upalny dzień, kiedy kuszą stragany, sklepy i kawiarenki nie jest łatwe. W kościele ołtarz Wita Stwosza dumnie błyszczy po tylko co zakończonej renowacji. Ludzi mało, można w spokoju przyjrzeć się wszystkim detalom.

Kraków jest pusty. Mało turystów, ale może to wina nie tylko pandemii, ale i czasu, w którym byliśmy. Rzadko kto wybiera się na wycieczkę, kiedy już są wystawione oceny, a lekcje są nieco luźniejsze. Ta ekipa lubi zwiedzać. To ważne, bo bezinteresowne.

W drodze powrotnej emocje związane z meczem. Burzliwe, zakończone rezygnacją. Prawdziwi kibice, jakimi są nasi chłopcy, nie załamują się jednak. Pięknie zaśpiewali piosenkę motywującą zawodników i inne. Mikrofon miał wzięcie, bo i dziewczyny nie żałowały swoich głosów i cuuuudownie zaistniały. Obeszliśmy urodziny bliźniąt z VII c. Dostali symboliczne babeczki upieczone przez swoją koleżankę z klasy. Świeczek p. Witek nie pozwolił zapalić, ale i tak było miło.

Podziękowaniom nie było końca. Ksiądz Mariusz skradł serca wszystkich już po godzinie od wyjazdu. Dowcipny, miły, mądry, cierpliwy i doskonale zorganizowany. Czy ma talent jasnowidza? Niech to pozostanie tajemnicą. Może po prostu potrafi trafnie zinterpretować rzeczywistość? Opiekunki zgrane. Wesołe i wyrozumiałe. Dbały o nasze bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Pan Witek -kierowca cierpliwy, spokojny i życzliwy. Z takimi ludźmi to na koniec świata!

Ekscytująca wycieczka. Z zazdrością o niej czytamy. Czy to możliwe, że to my byliśmy jej uczestnikami? Oby czekały na nas kolejne wyzwania! Bakcyl ciekawości świata zaszczepiony! I niech będzie tylko ten!

Podróżnicy